Gdynia – to stąd wyruszali emigranci w świat!

Data: 2015-09-25 09:53:48, Autor: Marcin Gazda
image description

Gdynia – to stąd wyruszali emigranci w świat!

 

Jedyne w Polsce Muzeum Emigracji powstało w Gdyni - w ważnym i symbolicznym miejscu dla rodaków opuszczających kraj. O dramatycznych wyjazdach i zgromadzonych eksponatach opowiada Marcin Szerle, specjalista ds. badawczych z Muzeum  Emigracji w Gdyni.

 

Jakie znaczenie dla emigrantów miał Dworzec Morski, w którym obecnie znajduje się Muzeum Emigracji?

Dworzec Morski powstał w 1933 r., kiedy Gdynia stanowiła najważniejszy punkt polskiej emigracji drogą morską. W mieście funkcjonował już Obóz Emigracyjny. Kilka lat później uruchomiono też szpital z kwarantanną w Babich Dołach. Cała ta infrastruktura była ze sobą dobrze skomunikowana. Na Dworcu Morskim odprawiano i przyjmowano podróżnych, w tym migrantów. Przyległe Nabrzeże francuskie stało się miejscem cumowania transatlantyków, m.in. legendarnego „Batorego”. Dworzec był miejscem pożegnania z Polską, niekiedy ostatniego spojrzenia na kraj. Wyjazdy w latach 30. i w okresie powojennym miały częściej charakter ucieczek niż legalnych podróży. Dla wielu osób były to rejsy w jedną stronę.

Jakie były najpopularniejsze kierunki emigracji z Gdyni w latach 30. XX wieku i po II wojnie światowej?

W okresie międzywojennym najatrakcyjniejsze były Stany Zjednoczone, choć wprowadzone limity znacząco utrudniły osiedlanie się w tym kraju. Z tego względu ruch emigracyjny skierował się bardziej ku Kanadzie i państwom Ameryki Południowej. Z Dworca Morskiego Witold Gombrowicz przeszedł na pokład „Chrobrego” i wyruszył do Argentyny. Z kolei prof. Zbigniew Brzeziński jeszcze jako małe dziecko, razem z rodzicami, w Gdyni rozpoczął podróż do Kanady na pokładzie „Batorego”. Praktycznie nigdy później na stałe nie powrócił już do kraju. Należy też pamiętać o licznej emigracji w obrębie Europy, w znacznej mierze dotyczącej Francji. Po II wojnie światowej kierowano się głównie ku demokratycznym krajom Europy Zachodniej oraz do Ameryki Południowej.

Wiele emigracyjnych losów jest związanych z „Batorym”. Co było charakterystycznego dla tego statku?

„Batory” był nowoczesnym, pięknym i dobrze wyposażonym statkiem, można rzec pływającym ambasadorem polskiej kultury i sztuki. Podróż nim, podobnie jak „Piłsudskim”, była wręcz luksusowa. Fakt, że odpływał z nabrzeża przy budynku dzisiejszego Muzeum dodał opowieści o nim i jego pasażerach dodatkowego wymiaru. Dotyczy to zarówno osób, które do 1939 r. wypływały na nim oficjalnie, jak i nielegalnych emigrantów okresu Polski Ludowej.

W jakich warunkach podróżowały osoby, które zdecydowały się na ucieczkę?

Znane są relacje dotyczące tzw. blind, czyli pasażerów na gapę. Jednak takie ucieczki nie należały do częstych. Pozostałe osoby legalną drogą lub po znajomości zdobywały paszport, kupowały bilet na rejs liniowy bądź turystyczny i z niewielkim bagażem, żeby nie budzić podejrzeń, wchodziły na statek. Mając możliwość zwiedzania portów Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej nie wracały na pokład. Dotyczyło to również członków załogi „Batorego” i innych jednostek floty. Na przełomie lat 40. i 50. część pasażerów skakała do wody już widząc światła np. Kopenhagi. Niejednokrotnie kończyło się to tragicznie.

Do Muzeum Emigracji trafił też dar przekazany przez prof. Zbigniewa Brzezińskiego…

Jest to prywatna korespondencja, którą Zbigniew Brzeziński prowadził z Janem Pawłem II w latach 1979-1983. Mamy odręcznie napisane listy papieża i kserokopie listów profesora, których oryginały znajdują się w archiwach watykańskich. Dokumenty zawierają przemyślenia na temat rozwoju ówczesnej sytuacji geopolitycznej. Świadczą przy tym o wspólnej trosce o losy Polski obu tych wybitnych postaci oraz zawiązującej się między nimi przyjaźni. Dar profesora odbieramy jako życzliwe poparcie idei powstania Muzeum Emigracji w Gdyni.

Wyjątkowych eksponatów jest więcej. W jaki sposób docierają one do Muzeum Emigracji?

Od ponad trzech lat prowadzimy akcję pozyskiwania obiektów. W naszych zbiorach znajduje się ich obecnie ok. 4 tys. To różne przedmioty, począwszy od osobistych listów czy pamiątek, przez dokumenty, fotografie i pocztówki, po książki i czasopisma stanowiące podręczny, specjalistyczny zbiór biblioteczny. Są też obiekty niepozorne, mające niewielką wartość materialną, ale duży ładunek emocjonalny. Jak choćby mała tekturowa walizeczka, pamiątka od jednego z najsłynniejszych europejskich fotoreporterów Chrisa Niedenthala. Odnalazł on ją po śmierci swojej mamy pod schodami swojego rodzinnego domu. Była do niej przyklejona karteczka: „Z tą walizką uciekałam podczas wojny z Polski, przez Rumunię do Wielkiej Brytanii”. Chris Niedenthal przekazał ją nam, łącznie z paszportami obojga rodziców.

Co powinni zrobić np. nasi czytelnicy, którzy chcą podzielić się swoimi emigracyjnymi historiami?

Zbieramy nie tylko pamiątki, ale także dokumentujemy polskie doświadczenia emigracyjne. Zarówno historie współczesne, jak i sprzed kilku pokoleń. Prowadzimy ten projekt pod nazwą Archiwum Emigranta. W jego ramach zamieszczamy wywiady filmowe lub dźwiękowe, czasem relacje pisemne. Można obejrzeć np. poruszającą opowieść siedmioletniej wędrówki pana Jerzego Tomaszka. Jako kilkunastoletni chłopak razem ze swoją siostrą i mamą został wywieziony na Wschód. Droga biegła od Kazachstanu przez Indie. Tam jego mama zdecydowała się na desperacki krok, jakim było oddanie dzieci do sierocińca. Liczyła, że w ten sposób je uratuje, co zresztą się udało. Następnie podróż biegła w kierunku Afryki do polskich obozów uchodźczych. Zarówno pan Jerzy, jak i jego siostra po siedmiu latach wrócili do Polski. Pan Jerzy ze względów zdrowotnych nie mógł uczestniczyć w otwarciu Muzeum Emigracji. W uroczystości wzięła za udział jego siostra i była poruszona wątkami, które też ich dotyczyły. Podobny pozytywny odbiór mamy wśród innych uczestników projektu Archiwum Emigranta, jak również naszych licznych darczyńców.

Komentarze

Twój komentarz może być pierwszy!

Podobne artykuły

  • image description

    Ojczyzna kiwi i bungee

    Nowa Zelandia jest krajem mało znanym w Polsce. A szkoda, bo każdy, kto kiedyś miał okazję zwiedzać to państwo, długo pozostaje pod jego urokiem

    Data: 2012-08-31 16:44:01, Autor: Magdalena Rybacka, Kategoria:Życie za granicą
  • image description

    Idziemy do szkoły

    Wszystkie dzieci, których rodzice przebywają legalnie w Wielkiej Brytanii, mają takie samo prawo do edukacji jak mali Brytyjczycy

    Data: 2012-08-31 16:57:25, Autor: Magdalena Gignal, Kategoria:Życie za granicą
  • image description

    Zakazany flirt

    Gdzie przebiega granica między niewinnym żartem erotycznym a molestowaniem seksualnym? Amerykańscy prawodawcy nie starają się tego dociec, dlatego dla pewności zakazali wszystkiego

    Data: 2012-09-04 17:23:58, Autor: Magdalena Rybacka, Kategoria:Życie za granicą
  • image description

    Szkolnictwo w kraju wiatraków

    Jedziesz do Holandii z dziećmi? Zastanów się, do jakiej szkoły je zapisać. W przypadku krótszego pobytu wybierz szkołę międzynarodową z językiem wykładowym angielskim. Jeśli zostajesz na dłużej, zapisz dzieci do szkoły holenderskiej

    Data: 2012-10-08 16:29:09, Autor: Beata Stawiarska, Kategoria:Życie za granicą

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij